9 komedii, których jeszcze nie oglądałeś (a powinieneś)


film / piątek, Luty 9th, 2018

Bywają takie dni, gdy naprawdę potrzebujesz pocieszenia. Za oknem plucha. Rozstałeś się z ukochaną osobą. Odbyłeś nieprzyjemną rozmowę z szefem. Zmogła Cię choroba. Czy po prostu – znowu w życiu Ci nie wyszło.

Bywają takie dni, gdy nie chce Ci się wysilać. Nie jesteś w stanie sięgnąć po książkę. Przeglądanie internetu się znużyło. Na kanapie jest tak wygodnie…

Bywają takie dni, gdy spotykasz się z przyjaciółmi i chcecie coś wspólnie obejrzeć. Zabawnego. Przyjemnego. Ale nikt nie ma pomysłu na to, co włączyć. Albo po prostu wszyscy już wszystko oglądali.

Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak niełatwo jest trafić na naprawdę niegłupią komedię. Oto przychodzę z pomocą! 🙂

Przed Tobą propozycje filmów, których najprawdopodobniej jeszcze nie widziałeś. Nie ma tu klasyków w stylu „American Pie” ani durnych gagów rodem z „Jackassa”. I  pewnie właśnie dlatego mogę Cię zapewnić – uśmiechniesz się. I to nie raz!

 

1. Imię

To jeden z tych filmów, gdzie grupa przyjaciół spotyka się na kolacji i nagle pojawia się temat, który urasta do rangi naprawdę poważnego problemu. Z pewnością kojarzysz „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” czy „Rzeź”, prawda? Ten obraz też niewątpliwie przypadnie Ci do gustu. Vincent spodziewa się dziecka, a jego bliscy nie mogą się doczekać, aż wyjawi im imię, które wybrał dla pierworodnego. Jakie jest ich zaskoczenie, gdy tym imieniem okazuje się… (sami zobaczcie!). Dyskusja o znaczeniu tego, jak się nazywamy, nasuwa na myśl słowa z „Romea i Julii” – Czymże jest imię? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało. Ale rzecz będzie nie tylko o imieniu! Przezabawna i niesamowicie inteligentna komedia.

 

2. Liza, lisia wróżka

Surrealistyczna, czarna komedia prosto z Węgier. To niestety jedyna pozycja z tego kraju poza „Kontrolerami”, którą znam.  Liza, piękna opiekunka starszej kobiety, jest bardzo samotna. Jedyna bliższa relacja, jaką udało jej się nawiązać, to wyimaginowana przyjaźń ze zmarłym w latach pięćdziesiątych japońskim gwiazdorem muzyki pop. Poszukując miłości swojego życia, umawia się na randki z przeróżnymi mężczyznami, którzy następnie giną w wyniku kuriozalnych zbiegów okoliczności. Przedziwna i nietypowa pozycja.

 

3. Skarbonka

Piękny, ogromny dom za bezcen? Czy takie okazje są naprawdę możliwe? Para głównych bohaterów – Walter i Anna – doświadcza na własnej skórze, że tanie nie znaczy dobre. Stają się właścicielami istnej ruiny, ale do ostatniej chwili nie poddają się, by doprowadzić ją do ideału. Scena śmiechu Toma Hanksa powala na kolana. Nie sposób nie polubić tego poczucia humoru.

 

4. Przepis na miłość

Doskonale wiemy, że jeśli chodzi o komedie, to Francuzi są mistrzami. A jeśli chodzi o komedie romantyczne, to zazwyczaj przychodzi nam do głowy właśnie francuska! Dwoje nieśmiałych wrażliwców – właściciel fabryki czekolady i znakomita cukierniczka zatrudniona jako przedstawiciel handlowy (sic!) – zakochuje się w sobie. Wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie fakt, że przeraża ich już sama myśl o tym, że mają się do siebie odezwać. Ciepły, uroczy film!

 

5. Szkolna imprezka

Niemiecka komedia? To nie może być możliwe… A jednak! Co prawda nie jest to film z najwyższej półki, ale naprawdę możesz spodziewać się więcej, niż podpowiada tytuł czy zwiastun. Kryminalista Zaki nie ulega resocjalizacji i zaraz po wyjściu z więzienia próbuje odzyskać pieniądze, które powierzył dziewczynie. Pech chce, że w miejscu, gdzie zakopany jest łup, została wybudowana szkoła. A oczywiście zatrudnienie się jako nauczyciel to najlepszy sposób, by ten łup odzyskać… Jakżeby inaczej! Szok i niedowierzanie, ale ocena 7/10 na imdb nie kłamie.

6. Danny Rose z Broadwayu

Tak, wiem – jedni Woody’ego Allena kochają, inni kompletnie go nie trawią. Ale proszę Cię, odważ się! Nie marudź, że to stary, a na dodatek czarno-biały film (serio, znam takich, co nie oglądają niczego, co powstało przed 2000 r.), że za dużo gadają, a za mało robią. Woody Allen potrafi zabawić inteligentnymi, czasem absurdalnymi żartami. Gdzie indziej usłyszysz takie teksty:

– Mój rabin, Rabbi Perlstein, zwykł mawiać, że wszyscy jesteśmy winni w oczach Boga.
– Wierzysz w Boga?
– Nie, nie. Ale i tak czuję się winny.

albo:

Nie chcę go obmawiać, ale to okropna, nieuczciwa, niemoralna wesz. I mówię to z całym szacunkiem.

Konieczne!

 

7. Wolny dzień Ferrisa Buellera

Kolejny w moim zestawieniu film z lat osiemdziesiątych. Tyle że tutaj ducha tamtej dekady (w stylu amerykańskim, rzecz jasna) poczujesz od pierwszej sceny. Ferris Bueller po raz dziewiąty w tym roku szkolnym udaje chorego, by nie iść do szkoły. Co więcej, w swoją „grę” wciąga wiecznie chorego kumpla oraz dziewczynę, której również załatwia wolny dzień (dziwnym zbiegiem okoliczności „umiera” jej babcia). Film wyszedł spod pióra Johna Hughesa, który napisał scenariusze do takich pozycji jak „Kevin sam w domu”, „Dennis rozrabiaka” czy serii „W krzywym zwierciadle”. I to już powinno Ci dać odpowiedź na pytanie, czy będzie zabawnie.

 

8. Ewa chce spać

Podejrzewam, że ten tytuł obił Ci się o uszy i to nie raz. Podejrzewam też, że z kolei ani razu tego filmu nie widziałeś. A szkoda! Polskie kino komediowe z lat pięćdziesiątych, gdzie satyra łączy się z realizmem, jest – trzeba to przyznać – wyjątkowe. Taki jest właśnie film Tadeusza Chmielewskiego, w którym – oprócz samego reżysera – debiutuje też urocza Barbara Kwiatkowska. Tytułowa Ewa przyjeżdża wieczorem do nieznanego miasta, by kolejnego dnia rozpocząć zajęcia w nowej szkole, jednak pech chce, że nie może nocować w internacie. Błąka się zatem po ulicach w poszukiwaniu noclegu, spotykając na swojej drodze różnych typów spod ciemnej gwiazdy. Bardzo pomysłowy i niezwykle zaskakujący film, pełen absurdalnych żartów. Pękniesz ze śmiechu!

 

9. Niezwykły dzień panny Pettigrew

Nie jest żadnym wstydem zakochać się w lekkiej, przyjemnej komedii. Toż takie filmy mają nam dostarczać przede wszystkim rozrywki! A tu mamy na dodatek przesłodką Amy Adams, genialną Frances McDormand, świetną muzykę, scenografię, przepiękne kostiumy i wartką akcję. Tytułowa bohaterka – angielska guwernantka – w końcu znajduje pracę u amerykańskiej artystki Delysii Lafosse. Pomimo odmiennych charakterów (jedna jest rozsądna i opanowana, druga prowadzi beztroskie życie), kobiety potrafią się ze sobą zaprzyjaźnić. Dzięki temu biedna jak mysz kościelna panna Pettigrew wchodzi na salony, a jej życie wreszcie nabiera tempa. P-E-R-E-Ł-K-A!

 

Uff… A teraz chwila refleksji i… jak mogłam w jednym wpisie zestawić niemiecką komedię i Woody’ego Allena?! Cóż, widać mój gust filmowy jest  trudny do sklasyfikowania. Ale jakoś się tym nie przejmuję i dalej mnie to bawi 🙂

 

A teraz czekam na Twoje propozycje! Zaskocz mnie czymś, czego jeszcze nie oglądałam!