Postanowienia noworoczne trafił szlag


przemyślenia / poniedziałek, Luty 19th, 2018

Początki roku są wspaniałe! A styczeń powinien zyskać miano najlepszego miesiąca w roku! Bo to przecież od pierwszego palacze przestają palić, otyli przechodzą na dietę, imprezowicze rezygnują z alkoholu, pracoholicy poświęcają więcej uwagi rodzinie, telemaniacy ograniczają seriale, a cała reszta zaczyna chodzić na siłownię, czytać książki, uczyć się obcego języka, oszczędzać (na podróż do dalekich krajów, rzecz jasna!), zdrowiej jeść, częściej spacerować i oczywiście regularnie sprzątać. Czy mogłoby być lepiej?

Pech chce, że nadchodzi luty. Na Netflixa wchodzi „Altered Carbon”, smog zniechęca do wychylania się z domu, tradycja tłustego czwartku nie daje o sobie zapomnieć, karnawał wzywa, a śledzik naprawdę lubi pływać! Jak żyć?

Cóż, ja mam rozwiązanie bardzo proste – w nosie mam postanowienia noworoczne! A nawet te nowomiesięczne czy odponiedziałkowe!

Dlaczego? Oto krótka historia jednego z nich.

Kiedy usłyszałam, że siostra mojego chłopaka codziennie przed pracą jeździ na basen, postanowiłam, że muszę przestać prowadzić siedzący tryb życia.

Kiedy wybrałam się ze znajomymi na weekend nad jezioro, wstałam z samego rana przed wszystkimi, by zanurzyć się w wodzie i stwierdziłam, że pływanie to fantastyczna rzecz i jak tylko wrócę do Krakowa, to ja też zapiszę się na basen.

Kiedy upewniłam się, że pływalnia jest blisko od mojego mieszkania, postanowiłam, że wybiorę się tam następnego dnia.

Kiedy po pracy przygotowałam obiad i okazało się, że jest już osiemnasta trzydzieści i że nie mam przygotowanego stroju i że tak właściwie to najchętniej poczytałabym sobie książkę, postanowiłam, że przełożę to na kolejny dzień.

Kiedy w piątek dostałam okres, rzeczą jasną było, że na basen nie pójdę. Nie i już.

Kiedy przez następne kilka dni mogłam bez poczucia winy czytać wieczorami książkę, postanowiłam, że jak tylko skończy się ta „męczarnia”, to wybiorę się na basen.

Kiedy nadszedł jej kres, wydrukowałam harmonogram wejść, powiesiłam na tablicy nad biurkiem i postanowiłam, że pójdę tam jeszcze tego samego dnia!

Kiedy okazało się, że do wyjścia zostało mi mniej, niż pół godziny, pomyślałam, że przecież raźniej byłoby wybrać się tam razem z chłopakiem, dlatego przełożyłam basen na kolejny dzień.

Kiedy we wtorek mój miły oznajmił mi, że nie ma kąpielówek, postanowiłam, że koniec z pływaniem.

Kiedy następnego dnia postanowiłam zacząć ćwiczyć z Chodakowską, ale przez kolejny tydzień ani razu nie włączyłam jej treningu, doszłam do wniosku, że wszelkie obietnice i przyrzeczenia nie są dla mnie.

Dziś jestem już na tyle mądra, że niczego sobie nie postanawiam. Bo kto z nas lubi być zawiedziony?

Dobrze wiesz, że powinieneś ćwiczyć i czytać więcej książek. Ale czy jest sens wyznaczać sobie nakazy i zakazy („ćwiczenia minimum 3 razy w tygodniu!”, „jedna książka tygodniowo!”, „żadnych czipsów!”) albo ustawiać przypomnienia w kalendarzu? Nie zapisuj, nie planuj, nie gadaj.

D-Z-I-A-Ł-A-J.

To będzie lepszy rok.